Dziecko nie wielbłąd, pić musi.

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×

Plac zabaw w galerii handlowej. Kraina mlekiem i miodem płynąca. Kolorowe kulki (wiecznie walające się pod nogami), labirynty, zjeżdżalnie, samochodziki, karuzele…Ziemia obiecana dzieci, bo mogą biegać, krzyczeć i szaleć oraz…dorosłych. Wiecie, darmowe wifi, kawa z ekspresu i święty spokój, zakłócany jedynie przez przebiegające stado latorośli.
I w takim miejscu pracuję ja. Kroję torty, nalewam soczki, wymyślam zabawy i maluję buzię. Jestem zarówno od stłuczonego kolanka, rozlanej wody i od „a on mi pokazał język”. Codziennie ze swoich skarpetek/kapci zdrapuję resztki serniczka. Jestem animatorką.

I w zasadzie to nie stricte o mojej pracy dzisiaj. Dzisiaj o rodzicach, którzy traktują salę zabaw bardziej jako zamknięty wybieg w zoo niż miejsce zabawy.

1. „Nie może pić i już”

Mamy jedną zasadę, budzącą nieco oburzenie (co trochę rozumiem)- na plac nie wnosimy swojego napoju. Jeśli rodzic zostawia dziecko bez opieki to może wyrazić zgodę na to, żeby jego syn/córka wzięło sobie z baru coś do picia, co następnie dopisujemy do rachunku. Niektórzy się zgadzają, inni niekoniecznie i nie mam im tego za złe. O ile zostawiają dziecko na godzinę.
Wyobrażacie sobie taką sytuację? Dziecko jest u nas zostawione samo na 2 godziny, czasem więcej. Biega, krzyczy, szaleje. No i trzeba uzupełnić płyny, podchodzi do baru i prosi o coś do picia. A Ty mówisz, że nie, bo mama nie pozwala. Ale dziecko spragnione, długo jest u nas i jeszcze trochę posiedzi więc dzwonicie do mamy i słyszycie oburzone „MÓWIŁAM, ŻE NIE MOŻE PIĆ”. No i powiedz to wprost tej rozgrzanej, spoconej twarzyczce. Powiedz, że mu rodzice 4 zł na sok żałują i niech się męczy.
No nie ma się serca, dlatego przemycamy mu w plastikowym kubeczku trochę naszej prywatnej wody mineralnej.

2. Taniej niż opiekunka

Masz ochotę swobodnie pochodzić po galerii handlowej bez uwieszonego kilkuletniego kleszcza, który powtarza jak mantrę „nuuuuuudzi mi się”? Nie ma sprawy, oddaj go do nas. Od tego jesteśmy, prawda? Ale wydaje mi się, że zostawienie na takim placu kilkuletniego dziecka na 4-6 godzin, samego, to gruba przesada. Ale no wiecie, płacę to wymagam. 35 zł za całodniowy bilet to i tak wciąż taniej niż opiekunka. A że dziecko po pewnym czasie się nudzi i wymaga mocno atencji (na którą naprawdę nie mamy czasu) to nie jest problem. Na placu nie można pić i jeść? Nie ma sprawy, wsadź dziecku do plecaka przekąski i soczek, naucz je jeść to, chowając się w połowie w szafce. Dzwoni do Ciebie pani z recepcji, że po 5 godzinach dziecko chce do mamy? Odbierz, powiedz, że jesteś w kinie i nie odbieraj więcej telefonów.

3. Nie twoje? Ruszaj!

Zajmuję się jedynie prowadzeniem urodzinek. Do moich zadań należy m.in przygotowanie salki i poczęstunku. Wszystkie dzieci generalnie zdają sobie sprawę, że jeżeli nie są gośćmi urodzinowymi to do salki nie wchodzą. Gorzej z rodzicami.
Rozłożyłam żelki, chrupki, owoce, ciasteczka i korzystając z tego, że została mi chwila do przyjęcia poszłam sobie, niczego nieświadoma,  po baloniki. W salce światło zapalone, ale wejście zastawione ławką. Śpiewając sobie pod nosem (na szczęście cicho) wchodzę do salki a przy stolikach…poczęstunek trwa! Ok. 6 letni chłopiec siedzi sobie na urodzinowym tronie i namiętnie chrupie flipsy, zagryzając żelkowymi misiami. Mówię mu grzecznie (bo ja dzieci generalnie bardo lubię), że niestety nie może tu wchodzić a tym bardziej jeść. Przyjął to do wiadomości, przeprosiłi i już chciał wyjść…I tu do akcji wkracza ONA. Matka Polka, wpatrzona w ekran smartphona.
-Co Pani sobie myśli? Głodny był to sobie wszedł i zjadł.
Po raz kolejny tłumaczę, że to salka urodzinowa, tylko dla gości i jubilata.
-A gówno mnie to obchodzi! ALANEK już nie będziemy tu przychodzić skoro obsługa tak mocno BEZNADZIEJNA
Krzyż na drogę.

4. Nie obchodzi mnie co chcą dzieci

Tutaj mam dla Was już bezpośrednio związaną z moim zadaniem sytuację.  Prowadzenie urodzin to m.in organizacja zabawy dla dzieci. Większość jednak nie chce korzystać z tego, bo sama sala zabaw jest tak interesująca, że oderwanie ich od wspinaczki i trampoliny graniczy z cudem. Rodzice nie mają nic przeciwko, sami zresztą widzą, że goście i sam jubilat nie mają ochoty na wymyślanie im zabaw i radzą sobie sami.
Witam gości, śpiewamy sto lat, idę na plac zabaw, ściągam ich na siłę na zabawę, maluję buzie i podaję tort…

-Przepraszam, a czy będziesz się w ogóle nimi zajmować? Może jakaś zabawa, płacę za to.

-Przeprowadziłam już z nimi zabawę, na kolejną nie chcą przyjść, bo powiedzieli, że sami świetnie się bawią.

-A MNIE TO NIE INTERESUJE, TO TWÓJ PROBLEM.

Dopiero kiedy niemal siłą ściągnęłam wszystkich i powiedziałam, że czas na zabawę Matka Wariatka sama zorientowała się, że naprawdę to nie moje lenistwo, a jedynie świetna zabawa ich dzieci nie pozwala zrealizować jej planu.

Naprawdę lubię moją pracę. Prowadzenie urodzinek mija mi szybko, dzieci mnie lubią. Po 20 latach mojego życia pierwszy raz, podczas malowania twarzy, usłyszałam „Ale ma Pani talent!”. Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo generalnie jestem znana jako osoba pozbawiona JAKIEGOKOLWIEK talentu plastycznego.
Często bardziej problematyczni są rodzice niż dzieci. Dlatego jeśli to czytacie to pamiętajcie:
dziecko nie wielbłąd- pić musi, czasami się nudzi, a jeszcze częściej jest w zabawie samowystarczalny, za zimna dla rodziców podłoga to również nie nasza wina i grożenie pozwem nie sprawi, że będziemy latać z suszarką i strumieniem powietrza rozgrzewać całą powierzchnię.

Jest tylko jedno „ale” w mojej pracy: wokół mnie tak dużo dzieci, a ja wtedy jeszcze bardziej tęsknię za moim małym, 8-letnim promyczkiem.

Źródło zdjęcia w nagłówku: babyonline.pl

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×
4 comments on “Dziecko nie wielbłąd, pić musi.
  1. Rodzice czasem zapominają, że dzieci są ich i nie można się pozbyć problemu oddając je do szkoły przedszkola czy na plac zabaw. Dziwią się, że szkoła nie załatwi za nich wychowania dziecka, a plac zabaw jest po to żeby przypadkiem nie oderwac się od telefonu…

  2. Pierwsze co przyszło mi do głowy podczas czytania to właśnie to, że nie dzieci są uciążliwe, a rodzice… sama chyba nie mialabym tyle cierpliwości. W ogóle nie rozumiem, jak można zostawiać dziecko samo w bawialni ja tak długo, sama byłam z Tadziem na kulkach może raz czy dwa, ale zawsze bawiąc się z nim, bo jakoś nie wyobrażam sobie, że zostawiam dziecko na głowie pani (Twojej), która ma do ogarnięcia całą gromadę!

    Super wpis, dobrze zobaczyć świat z innej perspektywy niż oburzonego rodzica!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io 0 Flares ×