Po prostu- prawda o życiu w internacie

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×

Mieszkanie w internacie- wieczne imprezy,mnóstwo zabawy. Wyrwanie się z domu,swoboda i wolność. Takie uczniowskie „Hawaje i Jamajka”

Nie całkiem zgodnie z zasadą „nie znam to się wypowiem” (jako już trzecioroczna mieszkanka pewnego internatu) postanowiłam przedstawić Wam kilka mitów związanych z internatem, pokazać kogo możemy tutaj spotkać oraz kilka zasad przetrwania poza domem.
Zapraszam!

 

1. Wieczne imprezy

W wesołych hollywodzkich filmach wszelkie internaty i akademiki jawią się jako miejsce ciągłej balangi, gdzie parówka zakrapiana jest suto „Krupnikiem” tudzież inną zupką dla pełnoletnich. Tak, a ja wyglądam jak Jennifer Lawrence (ta od nagich fotek i „Igrzysk śmierci”). Tak jak nie wiem jak wygląda życie studenckie tak z pewnością mogę obalić mit ten dotyczący internatów dla uczniów szkół ponadgimbazjalnych.
Zacznijmy od tego, że większość mieszkańców nie ma nawet ukończonych osiemnastu lat (co w zasadzie nie jest już przeszkodą w czasach, gdy zatrzymuje Cię uczeń czwartej klasy podstawówki i pyta czy mam pożyczyć 50 gr na piwo, pozdrawiam serdecznie). Do tego licealistom zdarza się uczyć nawet raz w tygodniu! (albo ja sama jestem dziwna i mam dziwne współlokatorki). Poza tym przed Tobą wisi regulamin klasztoru  internatu, gdzie wyraźne zaznaczony jest punkt stanowiący o zakazie spożywania alkoholu, którego złamanie grozi wyrzuceniem. A w wieku, gdzie jeszcze, nie oszukujmy się, utrzymywani jesteśmy przez rodzicieli strach przed powiadomieniem rodziców pojawia się często a wizja wyrzucenia nie napawa optymizmem.
A do tego w klasie maturalnej imprezy wyglądają najczęściej tak:

CAM00195

Ewentualnie tak:

10704920_730045057043514_2075964911_n

 

2. Swoboda

Tutaj znowu muszę wrócić do wspomnianego przeze mnie regulaminu (który wszyscy tak bardzo kochamy).

Jeśli myślisz, że godzina policyjna w domu zawsze jest za wcześnie i narzekasz na konieczność wracania do domu o 23 zapraszam do internatu! Najczęściej wyznaczaną godziną jest 21.  Zakładając, że kończysz lekcje o godzinie 15, idziesz na obiad a potem starasz się ogarnąć lekcje to swoją tymczasową rezydencję opuszczasz o 16-17. Masz 5 h pozornej swobody (bo wyjście jest kontrolowane, musisz zaznaczyć w jakiś sposób, że teraz Cię tu nie ma).
Jeśli należysz do osób, które lubują się w chodzeniu do klubów- zapomnij! Opadają także wieczorne seanse filmowe w kinie, część wyjazdów poza miasto, o koncertach i innych wydarzeniach kulturowych zapomnij.
Owszem, można czasem dogadać się z opiekunem/wychowawcą/siostrą przełożoną, jednak nie radzę tego robić zbyt często.

3. Współlokatorki

Nie zawsze trafiasz także nie wspaniałe, wartościowe osoby. Zwykle podczas pierwszego roku mieszkasz z przypadkowymi osobami. I tak jak ja miałam szczęście trafić na „normalnych”  ludzi (trochę prywaty: pozdrawiam Ulę oraz Oliwię!)  a potem mieszkać z naprawdę świetnymi dziewczynami (Martę i Susan też pozdrowię, bo uduszą mnie podczas snu) tak ktoś inny może trafić na COŚ gorszego…
Uwielbiasz ciszę i spokój, potrzebujesz skupienia żeby wykonać zadanie? Świetnie! Umieścimy Cię zatem w pokoju z osobą o charakterze krakowskiej przekupki, która strzela słowami jak z karabinu. Albo na odwrót: lubisz dobrze się bawić, jesteś towarzyska i wygadana? Zamieszkasz w takim razie z mimozą, której ilość wypowiedzianych słów nie przekracza dziennie 100.
Bawcie się dobrze!

4.Jedzenie

Opis jedzenia w internacie najlepiej określa autentyczny dialog przy obiedzie:
-Z czego jest ten kotlet?
-Nie wiem czy chciałabym wiedzieć.
Problem mają także wegetarianie i weganie, frutarianie, bezglutenowcy i inni dziwacy.
Tak naprawdę nie jest tak źle, kiedy zamkniesz oczy to jedzenie może nawet smakować. A jak nabijesz na widelec to również…raczej nie ucieka

ef7d07e27ae20882b085637ce76fab1a

 

5. A jeśli już mówimy o uciekaniu…

Częstym zjawiskiem w internacie jest…kradzież. I nie mam tu wcale na myśli kradzieży wartościowych przedmiotów jak biżuteria, skarpetki czy kosmetyki. Mowa o kradzieży…jedzenia!
Otwierasz lodówkę (ogólnodostępną) w poszukiwaniu swojego jogurtu. Przekopujesz się przez sterty innych serków, parówek, serów i warzyw a jedyne co znajdujesz to zapomniany pojemnik z lekko już spleśniałą sałatką sprzed 4 tygodni. W duchy nie wierzysz, krasnoludki do górnej półki raczej nie doskoczą. Potwór Pożerający Jogurty Niewinnych Dziewcząt w dzień również nie wychodzi ze swojej nory.
Najpierw czujesz smutek, tęsknotę (och, mój kochany spędzilibyśmy razem piękne chwile!) a następnie złość i irytację (kto do cholery zwędził mi moją kolację), która przeradza się w nienawiść i agresję (jak znajdę to zabiję)
Ciekawostka: jogurty naturalne mogą stać spokojnie! (uff)

6. Nasze małe „gestapo”

Lekki huk na korytarzu? Głośniejszy szmer w pokoju? Mocniejsze trzaśnięcie drzwiami? Nic nie umknie uwadze SIOSTRY PRZEŁOŻONEJ (wymiennie z wychowawcą).
Wracasz kilka minut spóźniona i próbujesz dyskretnie przemknąć się pod drzwiami jej gabinetu. Brakuje tylko kilka kroków i nagle JEST! Wynurza się niczym smok wawelski ze swojej jamy, pożerając Cię wzrokiem. Uginają Ci się kolana, przybierasz jak najbardziej niewinny uśmiech. Nie działa.

 

Brzmi strasznie? Może trochę. Tak naprawdę życie w internacie  nie różni się specjalnie od tego życia normalnego.
No i gdyby nie internat nie miałabym okazji spotkać moich cudownych współlokatorek, które teraz na dobre wkroczyły do mojego życia, stając się jego codziennością.
Internat to także słuchanie okropnej muzyki, tańczenie do radiowych kawałków, wspólne śpiewanie do suszarki do włosów, wypady na kawę do ulubionej kawiarni.
Internat to ludzie, od nas zależy jakich sobie wybierzemy.

1004490_547442641972304_1879917451_n

 

 

P.S Tak, Wiśniowa Sowa w swojej niezbyt bogatej kolekcji obuwia posiada ukochane glany :)

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×
18 comments on “Po prostu- prawda o życiu w internacie
  1. My też pozdrawiamy najwspanialszą współlokatorkę i blogerke na świecie. Uwielbiam twoje wpisy, szczególnie te krasnoludki buszujace w lodówce. <3

  2. Aj kochana, powiem Ci, że z moich obserwacji wynika, że i akademiki pod względem nauki nie raz wyglądają podobnie. Nie mieszkałam, ale wystarczy mi, że mam koleżanki w akademiku i przy sesji to wrzucały nie raz taaakie zdjęcia na Facebook’a… Oczywiście, kontrola jest mniejsza, z racji wieku. No i to „studia”. Ale jedzenie każdy zapewnia sobie sam (no, ale za to pewnie smaczniejsze). I ludzi fajnych też można poznać. Ogólnodostepna lodówka to dla mnie coś okropnego, bo by mi wszystkie smakołyki wyjedli, nie nie nie. No, ja wyjadłabym innym ewentualnie ich smakołyki.
    Ale zakończyłaś mega pozytywnie i bardzo dobrze, że spotkałas osoby, które mają z Tobą wspólny język!

  3. Mieszkałam w internacie kilkanaście lat temu ale tekst w 100% odzwierciedla to co się tam dzieje i jakie reguły mają zastosowanie .Cudowne beztroskie czasy !!! Jednak pewna jestem że internat po części przyczynił się do tego że szkołę skończyłam z wyróżnieniem , a i nauczył mnie kilku fajnych i przydatnych w życiu rzeczy . Pozdrawiam i … zazdroszczę !!!

  4. Mój kolega, który mieszkał w internacie, określał go słowami „całe życie na koloniach”. A ja teraz żyję w akademiku-koszarowcu na jednosce wojskowej, też ciekawy twór:)

  5. Sowa nosi glany? Teraz oprocz wpisów uwielbiam też ich autorkę.
    A jeśli nie ma ona nikogo w swoim wrednym serduszku to takie ptactwo w glanach bym przygarnął.
    P.S 3maj tak dalej!

  6. Internaty mnie na szczęście ominęły – mieszkam całe życie w Warszawie i uczyłem się (lata temu – Jezu, znów czuję się staro) w ogólniaku, do którego codziennie odwoziła mnie mama (no co – pracowała niedaleko! serio serio!). Ale miałem okazję zażyć przez weekend życia w akademiku. Cieszę się, że w ogólnym rozrachunku mnie to ominęło. Z drugiej strony myślę, że ominęło mnie naprawdę sporo ciekawych przeżyć – zwłaszcza, gdy przypominam sobie opowieści mojej byłej o jej doświadczeniach (wybrała sobie kierunkowe liceum w innym mieście).

    Cóż, każdy ma takie życiem jakie mu przypadło. Na nadmiar doświadczeń nie narzekam ;)

  7. w internacie nigdy nie mieszkałam, ale chodziłam do liceum, przy którym takowy się znajdował. wtedy traktowaliśmy go jako nieco inny świat. później przyszły studia i opowieści znajomych jak to w akademiku jest świetnie, ciągłe imprezy (bo w niektórych faktycznie tak było), aż na czwartym roku zdecydowałam się też zamieszkać w akademiku, żeby zobaczyć jak to jest. wytrzymałam pół roku i uciekłam, nigdy więcej. sam akademik nie był zły, nikt nas nie pilnował, bo nawet wejście mieliśmy osobne, pokój też znośny był (bo udało mi się zdobyć jedynkę wielkości średniej łazienki ;p) ale trafiłam na takich ludzi w składzie, że bywałam tam jak najkrócej. brrrrr.
    pozdrawiam.

  8. HEHEHEHE Poczekaj, aż trafisz do akademika :-D
    Ja wytrzymałem 3 miesiące, później się wyniosłem bo istniała realna groźba, że zamienię się w Brevika.

    Za glany masz u mnie dużego plusa – widać są jeszcze normalni wśród przyszłości narodu !!!!
    ;-)

  9. bardzo ciekawy post, ja bym w internacie na pewno nie wytrzymała bo jakbym już była w większym mieście musiałabym iść na nocny seans do kina ;) PS. Co to za drinki na zdjęciu i gdzie je można kupić?
    Zapraszam do mnie ;)

    • To akurat „drink” bezalkoholowy z lekkim, korzennym posmakiem.
      My swoje dorwałyśmy w Żabce :)

      Akurat miasto w którym się uczę jest spore (wojewódzkie) i to przykre, że odpadają wieczorne wyjścia do kina, bo godzina 21:00 jest u nas granicą raczej nienaruszalną.

      Bloga już z przyjemnością odwiedzam :)

  10. Szczerze mówiąc- nie wytrzymałabym w internacie. Może nie jestem podbojowa, nie chodzę na imprezy i nie potrzebuję mega rozrywki, ale świadomość, że ktoś mnie tak strasznie kontroluje, jest przytłaczająca. Nie lubię się słuchać innych i chodzę własnymi ścieżkami, robiąc to, na co mam ochotę, ale wszystko zależy też od internatu. Niektóre mogą być ok (chociaż i tak byłoby mi źle), jednak miałam znajomą, która uczęszczała do takiego jednego i to, co mi opowiadała, było dla mnie straszne. Nie wytrzymałabym nawet dwóch miesięcy z napiętym grafikiem i zakazem… wyjścia do głupiego kina!

  11. Na spodzie kubeczka z jogurtem wystarczy zrobić kropeczkę czarnym markerem, później odwiedzamy pokoje i poszukiwaniu zaginionego kubeczka i … wyjaśniamy rzeczowo sprawę.

    Ewentualnie można zakupić środek na przeczyszczenie, klej szybkoschnący i jogurcik. Jogurcik delikatnie otwieramy, doprawiamy i zaklejamy. Smacznego :)

    A tak w ogóle, to miłej nauki ;P

    Jak to dobrze mieć to dawno za sobą :D

  12. Poczekaj na integrację studencką, nie ma oporów przed piciem i piją wszyscy, „opiekunowie” również. Polecam uniwerek przyrodniczy :)

  13. Mieszkam obecnie w internacie i jest naprawdę OKEJ. Żadnego gestapo, jak tutaj w tekście, słabo nas pilnują, więc nie narzekamy. Co do imprez… hmmm… u nas to jest troszeczkę inaczej rozwiązane ;) ,,Mały internat” czyli taki, w którym mieszkają TYLKO dziewczęta jest miejscem wprost wymarzonym do nauki, natomiast o ,,dużym”, gdzie są RÓWNIEŻ chłopcy, nie powiedziałabym tego absolutnie! Biba non stop! Facet w bokserkach z peleryną z prześcieradła, biegnący wprost na ciebie z gaśnicą i dzikim wrzaskiem: ,,KONIEC SIĘ ZBLIŻA!!!”, to norma. Parówki ponabijane na klamkę, czy pokazy ,,tańca indyjskiego”-też w pakiecie. Najzabawniejsze sytuacje miały miejsce po kilkudniowym festynie w naszym mieście-chłopy, co dorosłe to się spiło, a potem idziesz pod prysznic, zapalasz światło i słyszysz zza okna ,,śpiew” na twoją cześć (tak mi potem powiedzieli): ,,Madonno, Czarna Madonno, jak dobrze, twym dzieckiem być…”. ,,Radyjko” działało do momentu zgaszenia światła. Pomysły ludzie mają różneeeeee. Ale w małym internacie, gdzie nota bene mieszkam, odnajdziesz spokój ducha. Nie zgadzam się też z opinią na temat jedzenia-u mnie bomba, mamy zdolne kucharki ;) To mój pierwszy (i ostatni-przeprowadzam się do wojewódzkiego miasta 400km dalej i szkoły będę miała na miejscu) rok w internacie. Cieszę się, żw tego doświadczyłam, uważam, że to cenne-można przekonać się jak jednocześnie fajnie i niefajnie jest w domu rodzinnym, posmakować odrobiny dorosłości, powygłupiać się. Jeszcze niedawno się wahałam, a teraz już wiem, że nie ma się czego bać-śmiało wybierajcie internaty :D

  14. Z tym znikającym jedzeniem można sobie poradzić. Wystarczy na folii wydrukować sobie pleśń z google grafika. I w jakiś sposób dołączyć lub przykleić do jedzenia. Zależy z czym mamy doczynienia. ;-)

  15. Również mieszkam w internacie i…nie mogę się z tobą zgodzić w paru kwestiach. Wydaje mi się, że w twoim jest większy rygor. U nas jest regulamin(jak wszędzie) ale mało kto go przestrzega. Imprezy są przynajmniej raz w tygodniu, tak jak już pisałaś to zależy od osoby, ale generalnie są I to dość często I regularnie. Co do jedzenia – jako weganka mam faktycznie przechlapane(przykładowy obiad:ryż i garść fasoli). Trzeba też zaznaczyć bardzo ważną rzecz, mianowicie W INTERNACIE NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK PRYWATNOŚĆ :D, ściany są mega cienkie więc wszystko słychać. Internat bardzo zmienia ludzi i śmiało można go nazwać przedsmakiem dorosłości. Uważam, że zamieszkanie w nim było jedną z lepszych decyzji jakie podjęłam w życiu :). Polecam! Wspaniali ludzie, niezapomniane imprezy, mieszkając z niektórymi można zdobyć niesamowite kontakty, if you know what I mean ;)

Odpowiedz na „~WeraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Filament.io 0 Flares ×